przeprawy :(

20170720_153145

Wczoraj byłam z Młodym, Jagodelką i jej przyjaciółka Lilianką na wypadzie do galerii handlowej. Połaziliśmy po sklepach, zrobiłam zakupy- milion różowo-puszystych ubranek  dla naszych chrześnic, dzieciaki były w bawialni. Mały urwis świetnie się czuł, nie panikował, hałas go nie męczył, turlał się w kulkach, wspinał, zjeżdżał na ślizgawkach. Standardowo od pani w Bawialni usłyszałam ( po pokazaniu legitymacji)  „On  ma autyzm? A nic nie widać!”   Po zabawach poszliśmy się czegoś napić i na obiecane wcześniej lody…. No i niestety tutaj już czar prysł. Po kilku godzinach bycia idealnym synkiem, po świetnej zabawie i z suchym pamperem, byłam pewna, że młody posiedzi dwie minuty w wózku zanim dostanie sorbet. Pomijam totalne objuczenine wózka nocniczkami, worem ubranek i torbą  z mikrokosmosem potrzebnych przy trójce dzieci rzeczy, zabawek, soczków i innych, która miała znaczący wpływ na skrętność leciwego już wózka. Udało mi się złożyć zamówienie i przebijając się przez mało pomocny tłum współkolejkowiczów  wykręcić jakoś do lady z lodami ale… W tym właśnie momencie młody uciekł mi z wózka.

 Nikt naturalnie nie pomógł mi widząc jak oblewam się koktajlem truskawkowym, kopniętym przez Stacha. Stoję z oczami jak pięć złotych  i próbuję zrównoważyć opuszczony przez syneczka wózek. Młody, bez butów uciekł z prędkością światła, ja drę się „Jagodaaaaa” , bo dziewczynki akurat oglądają wystawę Lego dziesięć metrów ode mnie,   jakiś przemiły Niemiec kaleczonym angielskim powiedział uprzejmie do pani usiłującej wymóc na mnie odbiór trzech wafelków z lodami,  żeby wsadziła je sobie w dupę bo ja tu akurat walczę z rzeczywistością ( bo ona przecież tego zza lady nie widzi). Odebrał za mnie lody, położył na talerzyku od swojej kawy i odłożył do mojego wózka….  Zaczynam biegać po galerii Jaga w prawo, Lila w lewo ja wszędzie… Nie jest bardzo źle ani panicznie, bo słyszą jego rechot ale go nie widzę.   Jaga go dopadła…. Okazało się, że zobaczył migające ozdoby  na wystawie i musiał do nich pobiec.  I to wcale nie było najgorsze w tej sytuacji. Gorzej było później.

Trzymając ten cholerny koktajl w ręce, Młodego pod pachą  i ciągnąc jakoś wózek starałam się zejść ludziom z drogi. Stashek w tym czasie zaczął się drzeć  i wić jak wąż.  Chciał/ musiał odreagować.  Może dopiero dopadły do niego emocje z „kulek?” Może zepsułam mu coś specjalnego, odciągając od wystawy? Nie wiem. Zostawiłam wszystko na środku i złapałam go. Dociskałam do siebie i starałam się jakoś ogarnąć. Czułam się dokładnie tak, jak bohaterka z akcji społecznej „Nie oceniaj – pomóż”

Niestety, jakaś niekoniecznie miła pani jedząca lody z pieskiem patrzyła na Młodego jak na bohatera z „Omenu”. Inna, młoda dziewczyna zaczęła coś szeptać do koleżanki, osiłek z żoną i suszarka do grzybów pod pachą ceremonialnie nas ominą.  Cholera, kolejny raz DOBRY NIEMIEC podszedł i serwetką ze stolika powycierał koktajl, podał mi torebkę, zabrał talerzyk z wózka i pomógł zapiąć mi młodego. 

Czy coś nam się stało? Nie! Czy było ciężko? Trochę! Czy kolejny raz zdałam sobie sprawę, że nie będzie łatwo a Stan długo będzie latał z łatką „niegrzecznego dziecka”…oj długo…

 Wnioski….

1.       Niemcy są bardzo przydatni.

2.       Niemcy są uczynni.

3.       Ludzie wyciągają najprostsze wnioski.

4.       Nie kupuj koktajlu, gdy nie masz uchwytu na kubek przy wózku.

5.       Mój syn jest mega fajowym chłopakiem, doskonale zniósł całe popołudnie szlajania się po sklepach, bez oczu wlepionych w komórkę. Jestem z niego dumna.

6.       Jagoda jest najlepsza siostrą na świecie.

7 komentarzy do “przeprawy :(

  1. Z ogromną ciekawością przeczytałam twój wpis. O autyzmie co nieco wiem, ale nie znam dziecka z tą przypadłością, ani rodziców, którzy się z nią borykali. U ciebie poznałam obrazek z życia wzięty. Końcowe wnioski – wyjątkowo trafne.
    PS. ciekawi mnie czy jesteś rzecznikiem prasowym fundacji, organizacji dla dzieci z autyzmem? Jestem z zawodu dziennikarką, redaktorką – może mogłabym się przydać…

    • Cały ten nasz autyzm to w sumie tylko ułamek codzienności :) zwykle jest całkiem OK a nawet bywa zabawnie… ale są też słabe dni… czyli życie!! Jestem rzecznikiem w Fundacji Autika. Od jakiegoś czasu usiłujemy ją nieco przywrócić do aktywnego życia, głównie przez FB. Każda pomoc, wszelkie uwagi się przydają. Jak utknę pozwolę sobie pozawracać Ci głowę. Ściskam

  2. Super blog. Gratulacje za podejście do tematu i za pokazanie, że dziecko z autyzmem to nie problem, a wręcz przeciwnie. To motywacja do bycia lepszym każdego dnia, to powód do radości z małych rzeczy, to inspiracja do pisania bloga. Pięknie!

  3. Wiem, wiem, że nie o to chodzi w Twoim blogu, że są cenniejsze wartości, jakie przekazujesz, ale muszę to powiedzieć: jak Ty świetnie piszesz! Podziwiam: za ogarnianie, za cudowny i pełen zrozumienia stosunek do swoich dzieci i za takie pióro. <3

    • OMG dziękuję!! Szczerze mówiąc to mam straszne kompleksy, ciągle wydaje mi się, że pisze w języku zrozumiałym tylko przeze mnie!!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>